12 Listopad 2009 (czwartek 20:18)

W tym szaleństwie jest metoda. Pomyślałam sobie, że pora – od dziś – co wieczór, dokonywać krótkiej spowiedzi i zastanawiać się….’czego się dziś nauczyłam/łem?’
Bo wydaje mi się, że ja nauczyłam się wiele. Po pierwsze, nie wysyłać prywatnych maili z konta firmowego. Szczególnie, jeśli zaczyna się je od słów ‘ej joł bycz’. I zdecydowanie nie wtedy, gdy wybiera się złego adresata, skutkiem czemu mail nie trafia do zamierzonego odbiorcy, lecz zgoła kogoś zupełnie innego.
Po drugie – nie należy, nigdy, naprawdę przenigdy, rozmawiać mało pochlebnie na temat osoby, która może w każdej chwili wejść do pokoju.
Nie należy również chodzić do innego działu cokolwiek pożyczać.
Nie należy wiele.
I tak sobie leżę w łóżku, zwijam się z bólu (żołądek) i myślę se…że w końcu całkowicie nie pozostanie nic, co można zrobić. Wszystko bowiem można przekuć, przy minimalnym wysiłku, w gigantycznych rozmiarów fuckup.


Zapytań do bazy: 32,   Strona wygenerowana w 0,183 sekundy.